ŚWIATOPOGLĄDOWY ZASCIANEK

Udostępnij na:

Całe to LGBT i burza wokół tego tematu to teatr publicystyczno-polityczny wywołany przez prezydenta Warszawy.  Zrozumiałe jest, że Rafał Trzaskowski chciał zaistnieć w kampanii wyborczej i narzucić temat agendy politycznej. Jednak czy mu wyszło? Zaraz po ogłoszeniu tej decyzji można było mieć duże wątpliwości. Polacy są, moim zdaniem, konserwatywno-zakłamanym narodem, jeśli chodzi o sprawy światopoglądowe czy religijne. Jeśli spojrzeć na to co stało się podczas ostatniej konwencji Prawa i Sprawiedliwości, gdzie prezes Kaczyński używał argumentów, że jego partia obroni dzieci przed seksualizują w szkole, co prezes jak to ma w zwyczaju, wykorzystał jako straszak przeciwko kolejnej grupie społecznej w  naszym kraju.  Utwardza to jeszcze bardziej podział społeczny w naszym kraju i stygmatyzuje ludzi o określonych poglądach i światopoglądzie. Niestety, dzisiejsza opozycja sama nie jest bez skazy w tym temacie. Mimo kilkukrotnych prób wprowadzenia minimum związków partnerskich w naszym kraju, zakończyło się to rozłamem w samej partii. Z tego powodu sama platforma w tej materii jest mało wiarygodna, choć na pewno mniej opresyjna w sprawach wolności wyboru. I nie mówię tylko o sprawach światopoglądowych. Wyraźnie widać, że takie tematy wzbudzają wyraźną frustrację w środowisku obozu rządzącego. Z tego wynika cały, moim zdaniem, chory stan świadomości w naszym kraju jeśli chodzi o sprawy związków partnerskich. Wszak sprowadzenie problemu tylko do par homoseksualnych jest zwykłą stygmatyzacją i nieznajomością przekroju społecznego w Polsce. Sprawia to, że dyskusja na tematy światopoglądowe staje się bezproduktywna, a czasami wręcz w niektórych kręgach niebezpieczna. Co stawia nasz kraj, mimo wszystko, w grupie krajów zacofanych kulturowo. Popadamy w tych kwestiach w coraz to większe skrajności, dlatego też na początku tego tekstu pozwoliłem sobie napisać że Platforma Obywatelska narzuciła temat, prowokując Prawo i Sprawiedliwość do niekiedy skandalicznych wypowiedzi, które rozmijają się dość mocno z rzeczywistością. Z przykrością stwierdzam, że przy obecnie utrwalanym podziale politycznym (nie mylić z systemem dwupartyjnym jaki mamy w USA czy Wielkiej Brytanii), że w tym temacie nic się nie zmieni i temat związków partnerskich będzie powracał choć by za sprawą obecności w polityce Roberta Biedronia. Tylko pytanie czy będzie to kiedyś wymierny efekt czy tylko maczuga polityczna przez którą cierpi wcale nie mała grupa naszych obywateli, niekoniecznie homoseksualistów. Myślę sobie, że gdyby uczciwie postawić pytanie do narodu polskiego, to nasi obywatele opowiedzieli by się za związkami partnerskimi. A tego boi się na pewno obóz obecnie rządzący. PIS opowiada się za tym, aby obywatele jak najmniej decydowali o sobie nawet w tak osobistych sprawach.              

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *