Co z tą naszą siatkówką?

Udostępnij na:

 

Jesteśmy po nieudanych Mistrzostwach Europy organizowanych w naszym kraju. Szkoda tylko, że przyjdzie nam się chwalić tylko i wyłącznie sukcesem organizacyjnym, gdyż o postawie sportowej zawodników należałoby zapomnieć. I nie chodzi mi w tym miejscu o medialną licytację, jakiego koloru medal będzie, ale o zwyczajną postawę na boisku całego zespołu. Bo przegrać można, ale też trzeba umieć. A moim zdaniem tego zabrakło w naszym zespole – walki. A może zwyczajnie nie był to zespół tylko zlepek zawodników? Na to pytanie chyba już nie poznamy odpowiedzi. Może to nawet lepiej?

Osobiście uważam, z perspektywy czasu, że największym błędem jaki można było popełnić było to zwolnienie Stéphane Antigii z funkcji trenera kadry. Niestety lobbing działaczy za kandydaturą  Ferdinando De Giorgii oraz pokusa przeprowadzenia zmiany, okazała się silniejsza niż zdrowy rozsądek. Sam pomysł z zatrudnieniem Włocha wydawał się normalny, wszak znał polskie realia i ligowe otoczenie.

Po pierwszych meczach w lidze światowej wydawało  się ze PZPS znowu trafił na szkoleniowca, który przyniesie nam medal. Jednak, jak to zwykle w Polsce bywa, stawianie naszego zespołu w roli kandydata do medalu było, biorąc pod uwagę ogólny skład personalny zespołu oraz to w czym mógł wybierać trener, dosyć odważną tezą. Odwaga ta wydawała się uzasadniona. Nasi siatkarze potrafili już zaskakiwać. Przypominam sobie, że pisząc tekst przed mistrzostwami świata w 2014 roku, też nie spodziewałem się rewelacyjnych wyników. Ale to była inna sytuacja. Wtedy polska siatkówka była w szczytowej formie, a chłopaki zagrali turniej swojego życia. Niestety po zdobyciu złotego medalu nastąpił okres samozadowolenia, który nie wyszedł nam na dobre. Widać to na pozycjach rozgrywającego i przyjmującego. Nie są to zawodnicy pokroju Winiarskiego czy Miki. Trener musi więc rozważnie podejmować decyzje. Może się on wprawdzie posiłkować złotym rocznikiem 1997, ale musimy pamiętać, że przeskok z siatkówki juniorskiej nie jest wcale prosty i nie daje gwarancji sukcesu. Nie mówię tu tylko o zdobywaniu medali bo to przez najbliższe lata będzie bardzo trudne. Nie chodzi już tylko o przebicie się do światowej czołówki, ale także o wszystko to co w tym może pomóc, jak choćby finanse. Mają one bowiem ogromny wpływ na wyniki. Liczby mówią same za siebie: z Gdańskiego Trefla z dnia na dzień wycofuje się Lotos, a firma Orlen nie wspiera już ligi kobiecej (której, tak na marginesie, poziom z roku na rok jest coraz niższy). Do tego dochodzą problemy z wyborem szkoleniowca kadry męskiej. Paradoksem jest fakt, że znamy już rywali w jesiennych mistrzostwach świata, a nie znamy jeszcze szkoleniowca, który poprowadzi nasz zespół.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *