Polityka kupiecka zwana prorodzinną

Udostępnij na:

Polityka kupiecka zwana prorodzinną

To że politycy w kampanii wyborczej zmieniają się w świętych mikołajów i obiecują rzeczy, które później okazują się pustymi obietnicami jest, niestety, zupełnie normalne. W przypadku sztandarowego programu PiS „Rodzina 500 +” jest inaczej – obietnica ta ma zostać zrealizowana. Jakim jednak kosztem?

Krótko po wyborach zaczęło się – brutalne realia budżetowe szybko pokazały, że Polski na zapowiadany wydatek zwyczajnie nie stać. Trzeba więc było ogłosić wielką, narodową niemal, zbiórkę pieniędzy. Jestem przekonany, że w dłuższej perspektywie nie przyniesie to spodziewanych, idealistycznie założonych, efektów w postaci zwiększenia się populacji w naszym kraju. Boję się, że całe przedsięwzięcie odniesie skutek wręcz przeciwny, pogłębiając i tak niemałe podziały naszego społeczeństwa dowodem na to  jest wyż demograficzny lat 80- tych.

Z jednej strony można powiedzieć – 500zł na dziecko, kto by się nie cieszył? Z drugiej jednak diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Ekonomia tego typu działań polega bowiem na tym, że żeby komuś coś dać to komuś innemu trzeba zabrać. Instrumentem finansowania programu ma być podatek bankowy, aukcja częstotliwości LTE jako źródła jednorazowego przychodu do budżetu państwa i podatek od sklepów wielko powierzchniowych. Rząd założył, iż prowadzący biznes myślą lewacko i nie obracają się w sferze rynkowego realizmu lecz gospodarki ideowej, czy mówiąc wprost – centralnie sterowanej. Problem naszego społeczeństwa tkwi w tym, że ludzie dostrzegają tylko to co jest namacalne i nie starają się spojrzeć na daną sprawę z szerszej perspektywy. I tak przyklaśnięto programowi 500+, choć jego zrealizowanie obciąży samych beneficjentów. Trudno bowiem uwierzyć, że sklepy czy banki same zapłacą podatki, nie podnosząc cen świadczonych usług, czy dostarczanych produktów.

Odnosząc się jeszcze do głównego założenia „Rodziny 500+” warto zwrócić uwagę, iż program ten nie może zmienić sytuacji demograficznej, ponieważ w polityce prorodzinnej chodzi o stwarzanie dobrych warunków do posiadania potomstwa. Niewielki zastrzyk finansowy skierowany do pojedynczych rodzin nie poprawi warunków na oddziałach położniczych, nie stworzy nowych, dobrze zarządzanych placówek edukacyjnych, ani nie zmieni podejścia pracodawców do osób posiadających dzieci.

Wszystko to sprawia, że PiS pod względem propagandowym wyprzedził nawet, słusznie minioną, epokę Edwarda Gierka, w której dobrobyt realizowany był za wszelką cenę – nawet za cenę wysokiego deficytu i konsekwencji z tym związanych. Każdy przyszły rząd będzie miał problem, aby wycofać się z tego programu… chyba, że czeka nas grecki scenariusz i zostanie nam odgórnie narzucone zaciskanie pasa.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *