Dobra zmiana…?

Udostępnij na:

Dobra zmiana…?

Prawie miesiąc po wyborach parlamentarnych opada kurz kampanijnych obietnic, dzięki którym Prawo i Sprawiedliwość odniosło podwójny sukces – wyborczy i partyjny. Idąc z hasłem dobrej zmiany dla Polski partii udało się nie tylko wygrać wybory, ale także dokonać rzeczy historycznej w dziejach polskiego parlamentaryzmu po 1989 roku – zdobyć samodzielną większość, opierającą się o 236 mandatów w sejmie. Jeśli dodać do tego wygraną w majowych wyborach prezydenckich kandydata Prawa i Sprawiedliwości to można śmiało powiedzieć, że partia Jarosława Kaczyńskiego ma niczym nieograniczoną władze w państwie.

Co gorsza, jak pokazują ostatnie wydarzenia, władza ta ma być władzą absolutną, pozbawioną jakichkolwiek mechanizmów pozwalających na jej kontrolę. Pomijam już kwestię „drobnych” oszustw wyborczych, takich jak zapowiedzenie przez Beatę Szydło, że Jarosław Gowin obejmie tekę Ministra Obrony Narodowej (jak się później okazało został  nim  ostatecznie były minister Antoni Macierewicz, co wydaje się z góry ukartowanym przedsięwzięciem). Najważniejszym i najbardziej zatrważającym zagadnieniem jest szybkość przejmowania władzy. Bije ona na głowę tempo, w którym Platforma Obywatelska wraz z PSL przyjęła ustawę o otwartych funduszach emerytalnych. Było to negatywnie komentowane wśród ówczesnej opozycji. Obecnie PiS spieszy się ogromnie w przypadku zmian ustawy o Trybunale Konstytucyjnym oraz w kwestii ważnych decyzji personalnych. Ten swoistego rodzaju wyścig ma pokazać obywatelom, że rząd Prawa i Sprawiedliwości jest rządem sprawiedliwym. Problem w tym, że partia rozpoczęła swoje rządzenie od demontowania ustrojowych organów państwa demokratycznego.

Z nadejściem nowej władzy nadchodzą więc nowe porządki… niby rzecz zupełnie normalna, jednak sposób w jaki owe porządki się przeprowadza przywodzi na myśl władzę absolutną, nie mającą nic wspólnego z dobrą zmianą, o której PiS tyle mówiło w kampanii wyborczej, zarzucając równocześnie przeciwnikom straszenie PiSem – widać lęk przed tą partią był, przynajmniej w części, uzasadniony. Wydaje się, że od jakiegoś czasu sprawy państwa i obywateli zeszły na dalszy plan, a Jarosław Kaczyński, bo nie mam złudzeń, że to on w rzeczywistości wydaje dyrektywy Beacie Szydło i Andrzejowi Dudzie, zaczął od demontażu konstytucji i ustroju państwa. Wielu obywateli nie wie na czym polega zadanie Trybunału Konstytucyjnego dlatego łatwo można nimi manipulować.

Wszystko to pokazuje w jakim stylu PiS chce sprawować władzę – mydląc oczy nierzeczywistymi obietnicami (takimi jak np. 500 zł na dziecko) i zmieniając ustawę zasadniczą tak, by służyła ona partii rządzącej. Nie myślałem, że będę kiedyś zmuszony to napisać, ale czekam z niecierpliwością, aż ludzie wyjdą na ulicę i powiedzą dość temu systemowi. Chciałbym, by obywatele sami zorganizowali się w stowarzyszenia domagające się swoich praw… głosowanie bowiem przeciwko komuś nie jest zasadne – jak widać po ostatnich wydarzeniach, osiąga to odwrotny efekt do zamierzonego… odwrotny i na dodatek trudny do odwrócenia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *