Referendum – akt wyborczy czy zbędny wydatek?

Udostępnij na:

Referendum – akt wyborczy czy zbędny wydatek?

Referendum jako narzędzie porozumiewania się władzy z obywatelami jest instrumentem przydatnym o ile nie jest przejawem braku elementarnej wiedzy o tego typu przedsięwzięciach. Brak takiej wiedzy można jeszcze usprawiedliwić w przypadku Pawła Kukiza – muzyka, który wypłynął dzięki głoszeniu inicjatywy ruchu obywatelskiego, opowiadając się za JOW-ami (jednomandatowymi okręgami wyborczymi). W jego opinii JOW-y są lekarstwem na wszystkie bolączki naszego kraju, od szkolnictwa po sądownictwo, choć jest to oczywiście absurdem. Kukiz zdobył dzięki temu 20% głosów. Wynik ten spowodował natychmiastowe zainteresowanie ze strony kandydatów ubiegających się o prezydenturę. Dzień po przegranej pierwszej turze wyborów, prezydent Komorowski niczym dobry wujek zwrócił się wprost do wyborców Pawła Kukiza, ogłaszając referendum w sprawie JOW-ów. Ta wyborcza zagrywka nie przyniosła jednak spodziewanego efektu i w II turze Komorowski przegrał z kandydatem zjednoczonej prawicy – Andrzejem Dudą. Paradoksalnie dopiero w tym momencie zaczęła się dyskusja na temat samego referendum oraz pytań w nim zawartych:

  1. Czy jesteś za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych?
  2. Czy jesteś za zniesieniem finansowania partii politycznych z budżetu państwa?
  3. Czy jesteś za rozstrzyganiem wszelkich wątpliwości na korzyść podatnika?

Nie mogę tu nie zauważyć, że ostatnie pytanie jest groteskowe, gdyż żyjemy w państwie demokratycznym, w którym działanie organów państwowych na rzecz obywateli powinno być rzeczą niepodlegającą żadnej dyskusji. Dodatkowo przepisy tego typu zostały już uchwalone przez parlament. Kolejną sprawą wartą uwagi jest to, kto miałby decydować o rozstrzyganiu wątpliwości na korzyść podatnika. Jeśli sami urzędnicy to mam poważne wątpliwości, czy nie będzie to kolejny martwy zapis w naszym systemie prawnym.

JOW-y – czym tak naprawdę są jednomandatowe okręgi wyborcze?

Kiedy czytamy o JOW-ach na stronie internetowej ruchu obywatelskiego na rzecz jednomandatowych okręgów wyborczych dowiadujemy się, że:

  1. Dzielą one Polskę na 460 równych okręgów wyborczych do sejmu;
  2. Wygrywa ten kandydat, który zbierze największą liczbę głosów w danym okręgu wyborczym;
  3. Wystartować może praktycznie każdy obywatel, nie musząc tworzyć żadnych struktur partyjnych;
  4. JOW-y charakteryzują się prostą metodą liczenia głosów.

Dodatkowo zakłada się obywatelski i medialny nadzór nad głosowaniem w obwodach oraz publiczne liczenie głosów w danym okręgu. Z tym wszystkim bywa jednak różnie. Jest bowiem wiele przykładów na negatywne oddziaływanie takiego systemu, szczególnie w przypadku mechanizmu kontrolnego w postaci mediów. Ich oddziaływanie (negatywne lub nie) można zaobserwować w Platformie Obywatelskiej, w której wielu polityków odeszło na skutek presji mediów.

Warto przypomnieć, że w Polsce mamy już okręgi jednomandatowe w senacie i w wyborach do rad gmin. Na tym przykładzie doskonale widać, że taki sposób wyboru swoich przedstawicieli wcale nie odpartyjnia sceny politycznej. Osobiście  uważam  że taka ordynacja wyborcza, przy obecnej świadomości społecznej i obecnym zaangażowaniu w życie publiczne obywateli, spowoduje efekt odwrotny do zamierzonego. Nie oznacza to, że nie należy dyskutować nad kształtem ordynacji wyborczej, czy wręcz całego systemu partyjnego w naszym kraju. Stawiałbym tutaj jednak najpierw na edukację, gdyż większość głosujących nie ma pojęcia jakie prawa i obowiązki ma osoba, na którą głosują. Większość z nas wie tylko, że takiej osobie przysługuje uposażenie, a jej zadaniem jest wykonywanie woli danej partii. Niestety taki obraz został wypracowany przez polityków w naszym kraju i myślę, że nie jest on kwestią ordynacji wyborczej, ale raczej stylem uprawiania polityki przez partie polityczne.

Pytanie dotyczące metody finansowania partii politycznych również nie powinno być postawione w takiej formie. Przy obecnym zróżnicowaniu gospodarczo-społecznym zniesienie finansowania partii przez państwo mogłoby w jeszcze większym stopniu podzielić ludzi na uprzywilejowanych i  nieuprzywilejowanych. Dlatego uważam, że należałoby raczej zastanowić się nad tym jak ulepszyć obecny system. Chodzi głównie o zwiększenie kontroli nad tym ile i na co wydają poszczególne partie z budżetu państwa.

Osobiście na referendum 6 września się nie wybieram, gdyż uważam  je za niepotrzebny instrument drugiej już kampanii wyborczej. W kampanii tej widać wyraźnie, że partie nie są zainteresowane samą promocją referendum, a  jedynie akcją propagandową, w której stawką jest to czyje pytania są dla Polski istotniejsze. Uważam więc referendum za niepotrzebny i nic nie wnoszący wydatek, służący tylko i wyłącznie walce politycznej i dzieleniu Polaków.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *