kadra a system szkolenia

Udostępnij na:

Po przegranych mistrzostwach Europy w naszym kraju rozpętała się burza wokół osoby trenera polskiej kadry siatkarzy. Zmieniać trenera, czy nie zmieniać? – wielu zadawało sobie to pytanie. Uważam, że niezależnie od tego, jakie decyzje podejmą władzę PZPS, trzeba zastanowić się nad całym systemem szkolenia siatkarzy. Mówimy o zmianie trenera, dobrze, tylko czy nowy trener wyczaruje nowych, lepszych siatkarzy? Raczej nie. Trzeba więc chyba raczej popracować nad mentalnością naszych sportowców, albo nad wdrożeniem nowej taktyki. Mamy wprawdzie programy ministerialne i szkoły mistrzostwa sportowego, ale nic to nie zmienia. Od czasów Piotrka Nowakowskiego nie pojawił się w polskiej siatkówce nikt, kogo można by z uwagą obserwować i komu można by z radością kibicować. Krytycy tej tezy powiedzą pewnie, że istnieją takie osoby, np. Bociek albo Zatorski lub Wojtek Włodarczyk. Jednak mam nieodparte wrażenie, że tacy młodzi zawodnicy nie mogą liczyć na prawidłowy, europejski rozwój swojej kariery. Mogą za to być „przyspawani” do ławki rezerwowych. Obecna sytuacja sięga korzeniami do czasów hegemonii PGE Skry Bełchów, która niepodzielnie panowała na polskich parkietach przez całe siedem lat. Na początku wszystko szło znakomicie: odkryto Mariusza Wlazłego, wyniki w europejskich rozgrywkach satysfakcjonowały i siatkarzy, i kibiców. Klub był trzykrotnym organizatorem turnieju Final Fur i na własnym boisku odnosił spore sukcesy, które były bardzo ważne dla samego klubu, jak i dla całej polskiej siatkówki. Jednak polityka PGE, choć przyczyniła się do rozwoju marketingowego i do tego, że nasz kraj został zauważony na forum europejskim, nie przyniosła konkretnych zmian. Co więcej w samej lidze dało się zauważyć pewien rodzaj wyścigu: kluby starały się za wszelką cenę dorównać Skrze. Zaczęto ściągać obcokrajowców, co nie zawsze przynosiło oczekiwane rezultaty. Nie zawsze bowiem obcokrajowcy okazywali się lepsi od Polaków.

Nie wiem, czy zmiana trenera byłaby więc wskazana. Jeśli jednak zmiana miałaby nastąpić to, biorąc pod uwagę Mistrzostwa Świata, które mają odbyć się w naszym kraju w 2014roku, uważam, że na stanowisku trenera nie powinien zasiąść polski szkoleniowiec. Jestem raczej zwolennikiem opcji zagraniczno-polskiej – tak jak to miało miejsce za kadencji trenera Lozanno. Uważam też, że warto wrócić do dyskusji dotyczącej ilości obcokrajowców w kadrach zespołów. Warta rozważenia wydaje się opcja rosyjska, która zakłada, że na boisku może przebywać jedynie dwóch obcokrajowców. Może należało by zwrócić  również większą uwagę na to, co dzieje się w niższych ligach. Chodzi mi głównie o system rozgrywek młodzieżowych oraz o system rozgrywek II ligi szczebla centralnego, do której od pewnego czasu zapisują się zespoły rozmaite, często nieodpowiednio przygotowane do gry. Trudno więc później „przełożyć” grę tych zespołów na poziom odpowiedni do profesjonalnych sportowych rozgrywek.

Gorąco wierzę, a może mam nadzieję, że działanie PZPS, przyniosą odpowiednie rezultaty. Myślenie o nowym szkoleniowcu dla kadry nie może się opierać jedynie na patrzeniu na wyniki, które zostaną osiągnięte w przyszłorocznych Mistrzostwach Świata. Powinny się opierać przede wszystkim na dokładnej analizie szkoleń w grupach młodzieżowych oraz w zespołach drugoligowych. Potrzebna jest ścisła współpraca wszystkich klubów z PZPS.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *