Czy ostatnie protesty Solidarności to happening, czy działanie, które przyniesie efekty?

Udostępnij na:

Działanie związków zawodowych jest, moim zdaniem, obliczone na swoje prywatne interesy.  Pokazują to postulaty z jakimi Duda przystąpił do zeszłotygodniowych manifestacji:

Podwyżka płacy minimalnej

Odwołanie ministra pracy

Odwołanie rządu PO- PSL

Zniesienie wieku emerytalnego 67

Mam wrażenie, biorąc pod uwagę konstytucję i obowiązujące w naszym kraju prawo, że protest ten  był tylko sposobem wypromowania szefostwa Solidarności, jako troskliwego ojca, który dba o przedsiębiorców i młodych ludzi pracy, głosząc hasło: „ biedni nie będą narzędziem w rękach bogatych”. Niewielu z tych młodych  „wyzyskiwanych w formie pańszczyźnianej gospodarki” ludzi, zdaje sobie sprawę, że pan przewodniczący niewiele się różni stanem posiadania od przeciętnego ministra. Jego miesięczne wynagrodzenie wznosi ok. 11 tys. zł. Do tego dochodzi samochód z kierowcą do dyspozycji, dwa służbowe mieszkania – w Gdańsku i Warszawie, a także fundusz reprezentacyjny. 

Wydarzenia z poprzednich lat pokazują, że droga od ulicznych związkowych protestów do „ciepłej ławy przy ulicy Wiejskiej” jest krótka. Przewodniczący Duda zarzeka się, że o nie chodzi mu o politykę. Pozostaje jednak pytanie, czym są w takim razie, dwa ostatnie postulaty protestujących? Podkreślić trzeba, że owe dwa postulaty są niemożliwe do zmiany. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, w czym mam nadzieję nie jestem odosobniony, że  władza będzie zmieniała zdanie za każdym razem, gdy tylko jakaś grupa społeczne, czy zawodowa, wyjdzie na ulicę. Mogłaby to bowiem prowadzić do kompletnej destabilizacji państwa, czego dowodem są kraje arabskie. Dlatego też manifestacja Solidarności była, moim zdaniem, bezcelowa. Potwierdza to program telewizyjny Tomasza Lisa, w którym Jan Guz, przewodniczący OPZZ, próbował zakrzyczeć Władysława Frasyniuka, próbującego wyjaśnić, czym powinny się w dzisiejszych czasach zajmować związki zawodowe. Chodziło mianowicie o rozliczanie rządu z rzeczy, które mają realny wpływ na życie obywateli, czyli np. zapowiadany na 2014 rok powrót 22% stawki VAT, czy też, szumnie co roku zapowiadana, reforma służby zdrowia. Co prawda, rząd szczyci się swoim sztandarowym projektem, czyli szeroko rozumianą informatyzacją i rosnącymi co roku nakładami finansowymi przeznaczanymi na służbę zdrowia, jednak to nadal początek drogi, wiodącej ku polepszeniu sytuacji w państwie. Myślę, że gdyby solidarnościowcy zajęli się tymi tematami, to w dłuższej perspektywie, zjednaliby sobie poparcie obywateli. W przeciwnym razie poparcie, które będzie towarzyszyło Solidarności, będzie wynikało nie z faktycznego zainteresowania obywateli sprawami postulowanymi przez Związek Zawodowy, ale będzie wynikało z niechęci do obecnie panującego układu politycznego. Działanie takie jest podobne do schematu, który mogliśmy zaobserwować w momencie wkraczania na scenę polityczną Ruchu Palikota.

Nasza demokracja jest stosunkowo młoda, a społeczeństwo kieruje się często nie świadomością ogólnej sytuacji politycznej, ale zdaniem głoszonym przez poszczególnych liderów formacji politycznych. Liderzy mówią jednak często dokładnie to, co ucieszy przeciętnego obywatela. W rezultacie ogół społeczeństwa głosuje na partię głoszącą hasła populistyczne. Głosowanie na taką partię nie doprowadzi jednak do gruntownych zmian, dzięki którym będzie żyło się w naszym kraju lepiej.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *