Rycerz Tusk

Od wyborów samorządowych  minęło już trochę czasu. Był to pierwszy sondaż poparcia dla partii politycznych od wyborów w 2015 roku. Co prawda, w minionych wyborach mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem blokowym, czyli z jednej strony Prawo i  Sprawiedliwość a z drugiej szeroko rozumną  opozycja. O dziwo, nazajutrz po wyborach, wszystkie partie ogłosiły sukces wyborczy. Jednak nikt w tych wyborach nie zwracał uwagi na odradzającą się powoli pozycję w Polsce, obecnego szafa rady Europejskiej w kontekście polityki krajowej.  O ile w pierwszym roku rządów „dobrej zmiany” wyśmiewano się z tego, że Platforma Obywatelska bez Donalda Tuska nie da sobie rady w opozycji, o tyle samo Prawo i Sprawiedliwość, moim zdaniem dziś się trochę wystraszyło jego powrotu. I samo to w dużym stopniu przykłada się do budowania jego pozycji. Myślę tu o nieustających wezwaniach czy to do prokuratury czy ostatnio, na wielogodzinne przesłuchanie przed  sejmową komisją śledczą do sprawy Amber Gold. Kadencja przewodniczącego Rady Europejskiej kończy się w 2019 roku, na niewiele ponad pół roku przed wyborami prezydenckimi.  Jednak patrząc na doświadczenie naszej sceny politycznej jest pewien warunek, który musiałby zostać spełniony aby kandydatura Donalda Tuska miała sens. Mianowicie szeroko rozumiany obóz centrolewicowy musiałby zwyciężyć w wyborach parlamentarnych w 2019 roku, co wydaje się być zadaniem trudnym aczkolwiek, moim zdaniem, nie niemożliwym. Co do tego, że przewodniczący Rady Europejskiej miałby duże szanse w starciu z obecnym prezydentem Andrzejem Dudą, nie mam żadnych wątpliwości. Jednak mamy doświadczenia z historii, kiedy prezydent był z obozu przeciwnego niż partia sprawująca władzę.  Nie wpłynęło to zbyt dobrze na funkcjonowanie  instytucjonalne państwa, dlatego pod tym względem uważam, że obecnie Tusk bada nastroje społeczne co do opłacalności  swojego ewentualnego startu w wyborach prezydenckich. Jednak do tej pory opozycja jak słychać może liczyć na ciche wsparcie z tylnego fotela. Samo liczenie na Tuska jako rycerza na białym koniu, który swoimi zdolnościami socjotechnicznymi odmieni wizerunek polskiej sceny politycznej, wydaje się być w dzisiejszych czasach niewystarczający. Jak będzie czas pokaże.

 

Opublikowano Informacje | Skomentuj

      I po wyborach

      I po wyborach

Jesteśmy już po wyborach samorządowych, gdzie po raz kolejny ukazał się polityczny duopol z domieszką ruchów miejskich. O dziwo po tych wyborach wszyscy ogłosili się zwycięzcami, zarówno opozycja jak i koalicja rządząca, a także cała szeroko rozumiana opozycja.  Ja do tych wyborów podchodzę bardzo ostrożnie.  Ani nie ogłaszałbym spektakularnego sukcesu Prawa i Sprawiedliwości, choć czysta matematyka pokazuje zwycięstwo, ale w proporcjonalnie do użytych środków, posiadanych mediów, budżetu itp.

Wyniki wyborów pokazują, że Polska tak do końca nie jest „panną na wydaniu”. Zaczynają już dostrzegać na przykład podział społeczny lub też zwyczajnie idąc do sklepu fakt, że slogan z bilbordów, który mówi, że wszystko drożeje, nie jest tylko sloganem. Na razie pokazały to duże miasta w centralnej Polsce, gdzie koalicja obywatelska „wzięła wszystkie duże miasta” a partia Jarosława Kaczyńskiego dość dobitnie przekonała się, że Polacy są przekornym narodem i polityką zohydzania czy też zastraszania ludzi niewiele da się zdziałać. Dla opozycji te wybory były testem „zdolności mobilizacyjnych  i pokazaniem, że spokojem można ugrać dużo. Patrząc na wynik końcowy, moim zdaniem, Prawo i Sprawiedliwość nie może czuć się hegemonem polskiej sceny politycznej a w każdym razie już nie tak pewnym zwycięzcą jak przed wyborami parlamentarnymi w  2015. Czar rozdawnictwa powoli zaczyna  przykrawać fiskalna rzeczywistość, co pokazały bilbordy. W moim odczuciu te wybory, patrząc na wyniki w dużych aglomeracjach miejskich, bo dotyczy nie tylko miast wojewódzkich, ale i przyległych miejscowości tak jak w moim mieście Wrześni, dobra zmiana poniosła porażkę. Konkludując, te wybory w jeszcze małym stopniu pokazały, że obie strony konfliktu politycznego w naszym kraju mają motywację do dalszej pracy społecznej. Po drugie pokazały też to, że rozdawnictwo i obrażanie przeciwników politycznych może przynieść odwrotny skutek od zamierzonego i nie zawsze się opłaca.

Opublikowano Informacje | Skomentuj

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść

słowa tej znanej piosenki Perfektu moim zdaniem trafnie opisują zamieszanie jakie wywołał artykule w Wiadomościach  Wrześnieńskich na temat odejścia Marcina iglewskiego z pierwszoligowej drużyny APP Krispol pomyślałem że jako kibic a tak że ważna osobowość w środowisku wrzesińskim a tak że osoba która wychowała się na zespole Tonsil września właśnie z Marcinem Iglewskim w składzie a prowadzonym przez świętej pamięci Ryszarda tuszyńskiego mam prawo chodź w jakimś stopniu zabrać głos w tej sprawie o tuż to ze Marcin dla klubu i Wrześni jako miasta zrobił bardzo dużo jest bezsporne i nie podważalne jaki i to że ma trudny charakter niestety wypowiedzi niektórych osób moim zdaniem sa czysto populistycznie i świadczą o zupełnej nie znajomości tematu  mam tu na myśli sytuacjie w klubie szatni itd….. miniony sezon pokazał jednak że przy dobrej woli ludzi z wrzesińskiego środowiska mam na myśli miasto sponsorów kibiców Wrzesnia może stać się fajnym ośrodkiem na miarę tego co udało nam się stworzyć w siatkówce plażowej oczywiście w tej  dyscyplinie łatwiej i taniej coś stworzyć ale myślę sobie że z racji tego iż września nie ma Wielkopolsce konkurencji jeśli chodzi o siatkówkę przy odrobine większym zaangażowaniu ludzi a tak że środków można w naszym mieście stworzyć  ośrodek liczący się w kraju dla naszego województwa i w tm bym widział już role  miedzy innymi samego Marcina który stał się dobrym pretekstem do uderzenia w klub są tylko moje przypuszczenia jednak wynikające z pewnych zdarzeń które miały miejsce wcześniej mianowicie po włoski o   rzekomych  przenosinach klubu do poznania czy też braku wrześnian w składzie na sezon 2018/2019 szkoda tylko że do tych medialnych wojen wykorzystano po części także Marcina ale jak widać takie czasy fakt że sposób w jaki się z nim rozstano jest delikatnie mówiąc nie elegancki ale czy warto zaraz roztaczać wizję upadku klubu nie wydaje ni się to trafnym spostrzeżeniem sensacji można szukać ale nie w tym miejscu w historii nie tylko siatkówki ale generalnie sportu mieliśmy już przypadki w których zespoły skazywane na pożarcie dawały sobie rade i odwrotnie czego moim zdaniem APP Krispol był doskonałym przykładem w starciu z Stalą  Nysa   a jak będzie czas pokarze i nie zdecyduje o tym paru kanapowych znawców sportu którzy tak bronią samego Marcina atakując klub sami wychodząc z meczu go krytykowali że już czas na niego ale widać punkt widzenia zmienia się bardzo szybko i wydaje się że parafrazując przysłowie w tym wypadku nie zależy on od punktu siedzenia

Opublikowano Informacje | Skomentuj

Co z tą naszą siatkówką?

 

Jesteśmy po nieudanych Mistrzostwach Europy organizowanych w naszym kraju. Szkoda tylko, że przyjdzie nam się chwalić tylko i wyłącznie sukcesem organizacyjnym, gdyż o postawie sportowej zawodników należałoby zapomnieć. I nie chodzi mi w tym miejscu o medialną licytację, jakiego koloru medal będzie, ale o zwyczajną postawę na boisku całego zespołu. Bo przegrać można, ale też trzeba umieć. A moim zdaniem tego zabrakło w naszym zespole – walki. A może zwyczajnie nie był to zespół tylko zlepek zawodników? Na to pytanie chyba już nie poznamy odpowiedzi. Może to nawet lepiej?

Osobiście uważam, z perspektywy czasu, że największym błędem jaki można było popełnić było to zwolnienie Stéphane Antigii z funkcji trenera kadry. Niestety lobbing działaczy za kandydaturą  Ferdinando De Giorgii oraz pokusa przeprowadzenia zmiany, okazała się silniejsza niż zdrowy rozsądek. Sam pomysł z zatrudnieniem Włocha wydawał się normalny, wszak znał polskie realia i ligowe otoczenie.

Po pierwszych meczach w lidze światowej wydawało  się ze PZPS znowu trafił na szkoleniowca, który przyniesie nam medal. Jednak, jak to zwykle w Polsce bywa, stawianie naszego zespołu w roli kandydata do medalu było, biorąc pod uwagę ogólny skład personalny zespołu oraz to w czym mógł wybierać trener, dosyć odważną tezą. Odwaga ta wydawała się uzasadniona. Nasi siatkarze potrafili już zaskakiwać. Przypominam sobie, że pisząc tekst przed mistrzostwami świata w 2014 roku, też nie spodziewałem się rewelacyjnych wyników. Ale to była inna sytuacja. Wtedy polska siatkówka była w szczytowej formie, a chłopaki zagrali turniej swojego życia. Niestety po zdobyciu złotego medalu nastąpił okres samozadowolenia, który nie wyszedł nam na dobre. Widać to na pozycjach rozgrywającego i przyjmującego. Nie są to zawodnicy pokroju Winiarskiego czy Miki. Trener musi więc rozważnie podejmować decyzje. Może się on wprawdzie posiłkować złotym rocznikiem 1997, ale musimy pamiętać, że przeskok z siatkówki juniorskiej nie jest wcale prosty i nie daje gwarancji sukcesu. Nie mówię tu tylko o zdobywaniu medali bo to przez najbliższe lata będzie bardzo trudne. Nie chodzi już tylko o przebicie się do światowej czołówki, ale także o wszystko to co w tym może pomóc, jak choćby finanse. Mają one bowiem ogromny wpływ na wyniki. Liczby mówią same za siebie: z Gdańskiego Trefla z dnia na dzień wycofuje się Lotos, a firma Orlen nie wspiera już ligi kobiecej (której, tak na marginesie, poziom z roku na rok jest coraz niższy). Do tego dochodzą problemy z wyborem szkoleniowca kadry męskiej. Paradoksem jest fakt, że znamy już rywali w jesiennych mistrzostwach świata, a nie znamy jeszcze szkoleniowca, który poprowadzi nasz zespół.

Opublikowano Informacje | Skomentuj

Demokratura, czyli wybory samorządowe według PIS

 

 

Partia Jarosława Kaczyńskiego przez dwa lata rządów „reformuje państwo”. Nie dziwi mnie to, że Prawo i Sprawiedliwość zmienia prawo w rożnych obszarach, jednak warto zwrócić uwagę nie tylko na zmiany w prawie, ale także na to jak są one przeprowadzane i co to zmienia w życiu zwykłych Polaków.

O ile reforma trybunału konstytucyjnego nie będzie miała realnego wpływu na przeciętnego Kowalskiego, o tyle sposób wyboru wójta, burmistrza czy prezydenta miasta powinien interesować każdego. Obecny kształt proponowanej ordynacji wyborczej wymusza poniekąd, podobnie jak to było w czasach PRL-u, zapisanie się do partii, gdyż w przeciwnym razie mogą wyniknąć z tego kłopoty. Nie chodzi tu oczywiście o ściganie, czy jakieś prześladowanie ze strony partii, choć znając zapędy różnych ministrów nie można tego w późniejszym czasie wykluczyć, ale o zwyczajne problemy dnia codziennego, typu: składałeś wniosek o dotacje na finansowanie drogi czy modernizację miasta? Wiedz, że w pierwszej kolejności będziemy rozpatrywać wnioski „naszych”. Oczywiście wprost Prawo i Sprawiedliwość powie, że robi to, by uniknąć fałszerstwa wyborczego. Tylko wydaje się, że w przypadku wyborów musimy mieć zaufanie publiczne, z czym w naszym kraju mamy od  lat wielki problem. I nie ma tu znaczenia, czy chodzi o rządy Platformy czy PiS-u. Można myśleć o całej tej sytuacji, porównując ją do operacji: jak będziesz szedł do chirurga z myślą, że może cię zabić to albo do niego nie pójdziesz, pogarszając tym swój stan zdrowia (a w omawianym przeze mnie przypadku – pogorszy się stan państwa, a wynikać to będzie z chaosu, powodowanego ciągłymi zmianami), albo zaufasz lekarzowi. Niestety długo pracowaliśmy na ten stan państwa, a w mojej subiektywnej ocenie chodzi o rok 2005.

Dodatkowo Platforma Obywatelska wprowadziło w 2010r. JOWY, ale zrobiła to na jednym poziomie samorządu, zamiast na wszystkich, a PiS teraz wykorzystuje po części argument, że tamte wybory zostały sfałszowane. Warto jednak przypomnieć, że dotychczas Jarosław Kaczyński, po każdych przegranych wyborach, wychodził na mównice i opowiadał o fałszerstwie wyborczym.

Boli to, że opowiada nam się, że wzorujemy się na krajach zachodu, ale daleko nam do nich. Tam problem głosowania przez osoby niepełnosprawne został rozwiązany poprzez głosowanie korespondencyjne. Tymczasem u nas ułatwienia dla osób niepełnosprawnych  używa się jako argumentu, skierowanego de facto przeciwko najsłabszym obywatelom, jednocześnie podając, że nasz kraj posiada jedną z najwyższych frekwencji wyborczych w Europie.

Można więc sprowadzić całe to zamieszanie do powiedzenia, że nieważne kto głosuje, tylko kto liczy głosy. Część obywateli jest w takim stanie ducha, że przestaje wierzyć, że obróci się to wszystko przeciw Prawu i Sprawiedliwości. Zamiast tego może to obniżyć frekwencję w nadchodzących wyborach samorządowych. Wszystko to zniechęci do obywateli do udziału w życiu publicznym. Nie wierzę, że zmniejszenie okręgów wyborczych ułatwi dostęp do lokali wyborczych. Myślę, że wszystko to może utrudnić podejmowanie ważnych dla danego samorządu decyzji. Wyobrażam sobie sytuację, w której żadne z ugrupowań nie będzie miało zdolności koalicyjnej, co już teraz w niektórych gminach ma miejsce, ale jak będzie – czas pokaże.

Opublikowano Informacje | Skomentuj

Ta zła Unia

Ta zła Unia

                Od czasu przejęcia władzy w Polsce przez Prawo i Sprawiedliwość mamy do czynienia z polityką negowania wszystkiego co stało się po 1989 roku. Najgorsze jest to, że PiS pali za sobą wszystkie zachodnie mosty, dając sprzeczne ze sobą komunikaty. Z jednej bowiem strony, od czasów prezydenta Kaczyńskiego, PiS zawsze powtarzało, że naszym strategicznym sojusznikiem są Stany Zjednoczone. Z drugiej zaś, minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski w swoim niedawnym wystąpieniu podkreśla, że najważniejszym sojusznikiem jest jednak Wielka Brytania. Do tego wszystkiego dokłada swoją cegiełkę Antoni Macierewicz, który dyskredytuje poziom demokracji w USA domagając się jednocześnie stałych baz NATO w naszym kraju.

                Myślałem, że po takim wstępie nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć w kwestii polityki zagranicznej. A jednak! pani premier Beata Szydło wygłosiła w sejmie manifest antyeuropejski, obrażając wszystkich Polaków, nie głosujących na PiS. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest opinia Komisji Europejskiej, mówiąca o stopniu praworządności w Polsce. Opinia ta związana jest bezpośrednio z kryzysem jaki powstał wokół Trybunału Konstytucyjnego. Powstał on po nadużyciu władzy przez odchodzącą wówczas od władzy Platformę Obywatelską, która zamiast powołania trzech sędziów, powołała ich pięciu, co skutkowało zaskarżeniem stosownej ustawy do Trybunału Konstytucyjnego. Właśnie od tego momentu zaczął się, trwający do dziś, teatr.

                Chaos prawny i łamanie konstytucji stawiają nas w bardzo niekorzystnym świetle, zarówno w Europie, jak i na całym świecie. Zdaje się, że PiS zaczęło dostrzegać ten stan rzeczy, jednak samo poproszenie o opinię Komisji Weneckiej przez ministra Waszczykowskiego spowodowało skutek odwrotny do zamierzonego, czyli zaostrzenie sytuacji. Komisja wydała zalecenia i choć nie są one wiążące, to każdy szanujący się kraj powinien je respektować, tak samo jak każda organizacja w tym również Komisja Europejska. Tymczasem nasz rząd nic sobie nie robi z opinii Komisji Europejskiej. W zamian za to postanowił zaostrzyć spór polityczny w Polsce i wpisać się w poczet społeczeństw eurosceptycznych. Trzeba jednak przyznać, że i poprzedni rząd ma w tym stanie rzeczy swój udział, gdyż Unia Europejska była przedstawiana obywatelom jedynie jako dojna krowa, dająca rozmaite fundusze strukturalne wspierające rozwój kraju (dodajmy, że Polska jest od 2004 roku ich największym beneficjentem) oraz fundatorka układu Schengen (dającego swobodny przepływ osób pomiędzy państwami wspólnoty). Gdy jednak UE zaczęła stawiać wymagania, rodacy poczuli się oszukani.

                W obliczu największego kryzysu jaki Unia przeżywa od czasu jej powstania, rząd od samego początku wykorzystuje sytuacje niepewności i strachu, podnosząc przy każdej możliwej okazji aspekt suwerenności, czyli oddzielenia się od UE. Należy jednak powiedzieć, że Polska, jak każdy inny kraj należący do wspólnoty, dołączyła do UE dobrowolnie, przyjmując zasady jakie w niej panują w zakresie prawno-gospodarczym. Wydaje się, że zapomnieli o tym politycy PiS, którzy wprowadzali nasz kraj w struktury dzisiejszej Unii. PiS postanowił zastraszyć swoich wyborców, nie myśląc jednak o konsekwencjach takiego działania w dłuższej perspektywie.

                Jestem sobie w stanie wyobrazić taki scenariusz: Wielka Brytania zostaje w UE, ale nastąpi reforma funkcjonowania Unii. Pozostaje pytanie, gdzie w tym wszystkim znajdzie się Polska, skoro teraz zrażamy do siebie wszystkich najważniejszych decydentów.

Opublikowano Informacje | Skomentuj

Razem przeciw PiS

Razem przeciw PiS

                Na jednym z portali społecznościowych KOD i opozycja zapraszały niedawno na “Marsz 7 maja”, którego hasłem przewodnim było zapewnienie, że “Jesteśmy i będziemy w Europie!”. I choć jeden marsz jeszcze o niczym nie świadczy, a deklaracji podobnych koalicji było więcej w naszej krótkiej historii parlamentarnej, to chcę wierzyć, że mamy do czynienia z przełomem!

                Wiem, że to dopiero zapowiedzi połączenia sił przez opozycję. Wiem, że uczestnicy manifestacji byli i nadal są deprecjonowani przez partię rządzącą oraz przez media, które mówiły, że tłumy niezadowolonych rodaków trochę pokrzyczą i szybko znudzą się protestami. Mimo to mam ogromną nadzieję, że data 7 maja okaże się początkiem prawdziwej dobrej zmiany w stosunkach między partiami opozycyjnymi. Ich członkowie stopniowo zaczynają dochodzić do słusznego wniosku, że w pojedynku z szaleństwem jakie funduje nam Jarosław Kaczyński, posiadający większość parlamentarną, zdziałać coś można jedynie jednocząc siły, a pojedyncze działania nie mają żadnego sensu. Wspólne działanie przeciw PiS-owi jest bardzo ważne, gdyż partia rządząca, wbrew kampanijnym zapowiedziom, uderza w porządek instytucjonalno-prawny naszego państwa, tworząc unikalny system polityczny: PiS-okrację z elementami demokratycznymi, które nie mają jednak zakłócać obranej przez Jarosława Kaczyńskiego wizji Wielkiej Polski.

                Koalicja zawiązana 7 maja ma więc ogromne znaczenie. Rząd może mówić, że manifestacja nie zrobiła na nim wrażenia, ale spór o frekwencję zdaje się temu przeczyć. Możliwe, że do świadomości prezesa Kaczyńskiego sytuacja ta jeszcze nie dotarła, gdyż oficjalne słupki poparcia przytaczane przez media państwowe, ukazują stałe poparcie dla partii rządzącej. Warto jednak przypomnieć, że i Donald Tusk i Bronisław Komorowski myśleli, że nie mają z kim przegrać. Warto wyciągnąć naukę z tej lekcji.

                Komitet Obrony Demokracji ma trudne i ważne zadanie – musi organizować opozycję, łącząc ugrupowania czysto parlamentarne z tymi bardziej “ulicznymi”. Zadaniem jest odsunięcie PiS-u od władzy. Może się tak stać nawet nie ze względu na sytuację gospodarczą kraju, a na ogólne zmęczenie Polaków ciągłymi konfliktami zewnętrznymi i wewnętrznymi.

                Pozostaje nam cieszyć się niewieloma pozytywnymi aspektami obecnej sytuacji w państwie. PiS-owi udało się zwiększyć świadomość społeczną, choć niestety tylko u niewielkiej części Polaków. Reszta uległa czarowi programu 500+, a adresaci tej pomocy nie zastanawiają się skąd płyną pieniądze.

Opublikowano Informacje | Skomentuj

Konstytucyjna wrzód-ka

Konstytucyjna wrzód-ka

                Dwa tygodnie temu prezes Kaczyński wyraził pragnienie znamy konstytucji. By tradycji stało się zadość do uzasadnienia pomysłu zostały użyte argumenty dotyczące niepełnosprawnych. Prezes wyraźnie zaakcentował, że zmiana ustawy zasadniczej jest potrzeba, by zapisać podmiotowość osób niepełnosprawnych. Z tym zgodzi się każdy, ale czy chodzi tutaj naprawdę o dobro obywateli?

                Obawiam się, że niestety intencje PiS-u nie są do końca tak czyste, jakby chcieli to przedstawić sami członkowie partii rządzącej. Od czasu przejęcia władzy PiS zdaje się negować dotychczasowy demokratyczny dorobek Polski, a więc również porządek konstytucyjny. Niezrozumiałym i wręcz cynicznym jest dla mnie użycie środowiska osób niepełnosprawnych do manipulowania opinią publiczną i do tuszowania bieżących problemów państwa.

                Partia rządząca doskonale zdaje sobie sprawę, że w obecnej kadencji nie ma odpowiedniej większości do przeprowadzenia zmian w ustawie zasadniczej, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę Ruch Kukiza, który w sprawie zmian konstytucyjnych zawarłby koalicję nawet z bandytami. Na szczęście do takich zmian potrzebne jest ogólnonarodowe porozumienie, którego w obecnym stanie skłócenia społecznego raczej nie można osiągnąć. Sytuacji tej nie da się naprawić poprzez wprowadzenie odpowiednich dyrektyw i ustaw. Zdaje się, że partia rządząca nie zdaje sobie jednak z tego sprawy i uważa, że wprowadzanie rozmaitych ustaw rozwiąże wszystkie problemy od ręki. Jednak świadomości społecznej nie da się usankcjonować żadną ustawą.

                Przerażające są obecne sondaże poparcia dla szeroko rozumianej prawicy i dla jej planów zmian prawa. Przerażające jest kupczenie argumentami oddziałującymi na emocje, tak jak w przypadku osób niepełnosprawnych. W ich, a więc i w moim, przypadku należy stosować już istniejące zapisy. Nie należy traktować nas jako karty przetargowej dla zmian o niejasnych intencjach. Tym bardziej, że proponowana konstytucja byłaby dokumentem uwierzytelniającym wizję jednego środowiska polityczno-społecznego, a nie całego narodu.

                Patrząc na obecne poczynania rządzących trudno mi sobie wyobrazić, że będą liczyli się w jakiejkolwiek kwestii z opozycją oraz z jej elektoratem, który nie dał zamydlić sobie oczu obietnicą pięciuset złotych na każde… kolejne dziecko.

Opublikowano Informacje | Skomentuj

Rzeczpospolita dobrem wspólnym jednej partii?

Rzeczpospolita dobrem wspólnym jednej partii?

Po pięciu miesiącach rządów Prawa i Sprawiedliwości okazuje się, że “dobra zmiana” wcale nie jest dobra, jest raczej niebezpieczna. W moim przekonaniu mamy bowiem od pewnego czasu do czynienia z łamaniem artykułu drugiego konstytucji: “Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”.

Partia rządząca wydaje się być wyznawcą zasady – kto nie jest z nami ten przeciwko nam. Można zrozumieć taki sposób myślenia u prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego, jednak niepokojące jest, gdy przerzuca się ten model funkcjonowania na działanie społeczeństwa. Mówię tu o wyraźnie wyczuwalnej  wrogości i podejrzliwości wobec siebie, które widać nie tylko na salonach politycznych, ale także w domach obywateli. Prof. Jadwiga Staniszkis, nazwana przeze mnie niedawno “nawróconą”, określiła styl rządzenia naszym państwem jako połączenie autorytaryzmu z  elementami bolszewizmu. Nie chcę być aż tak radykalny w swoich ocenach, gdyż jednak pan prezes w swoich władczych zapędach okazał w pewien sposób łaskę obywatelom w postaci Programu 500+. Jednak obawiam się, że w dłuższej perspektywie coraz bardziej ujawniać się będą prawdziwe problemy, zdefiniowane w ideologii PiS jako naprawa wymiaru sprawiedliwości. Chodzi mi tu nie tylko o podporządkowanie instrumentów oddziaływania na społeczeństwo, ale także o “wyjaśnienie” tragedii smoleńskiej.

Wracając do Programu 500+ – w moim przekonaniu nie ma on na celu wzrostu dzietności w Polsce. Jego prawdziwym przeznaczeniem jest zniechęcenie obywateli do świata zewnętrznego. Jak to jest możliwe? W budżecie państwa pieniądze na Program 500+ są zabezpieczone tylko na ten rok. Jak wiemy jest to jednak wydatek sztywny budżetu, czyli taki, który przez wiele lat powinien być uwzględniany. Wyobraźmy sobie więc, że za rok wpadamy ponownie w procedurę nadmiernego deficytu. Wtedy rząd PiS ogłosi, że chce dla obywateli jak najlepiej, ale zła Unia zabiera Polsce pieniądze. Tym sposobem partia rządząca chce skupić w swoich rękach całą władzę i odciąć społeczeństwo od UE.

Widzę w tym całym zamieszaniu jeden pozytyw – zaczynamy stawać się powoli społeczeństwem obywatelskim. Niestety przed nami jeszcze długa droga. Miejmy nadzieję, że do egzekwowania demokracji nie będą mam potrzebne doświadczenia ukraińskie.

 

Opublikowano Informacje | Skomentuj

Polityka kupiecka zwana prorodzinną

Polityka kupiecka zwana prorodzinną

To że politycy w kampanii wyborczej zmieniają się w świętych mikołajów i obiecują rzeczy, które później okazują się pustymi obietnicami jest, niestety, zupełnie normalne. W przypadku sztandarowego programu PiS „Rodzina 500 +” jest inaczej – obietnica ta ma zostać zrealizowana. Jakim jednak kosztem?

Krótko po wyborach zaczęło się – brutalne realia budżetowe szybko pokazały, że Polski na zapowiadany wydatek zwyczajnie nie stać. Trzeba więc było ogłosić wielką, narodową niemal, zbiórkę pieniędzy. Jestem przekonany, że w dłuższej perspektywie nie przyniesie to spodziewanych, idealistycznie założonych, efektów w postaci zwiększenia się populacji w naszym kraju. Boję się, że całe przedsięwzięcie odniesie skutek wręcz przeciwny, pogłębiając i tak niemałe podziały naszego społeczeństwa dowodem na to  jest wyż demograficzny lat 80- tych.

Z jednej strony można powiedzieć – 500zł na dziecko, kto by się nie cieszył? Z drugiej jednak diabeł zawsze tkwi w szczegółach. Ekonomia tego typu działań polega bowiem na tym, że żeby komuś coś dać to komuś innemu trzeba zabrać. Instrumentem finansowania programu ma być podatek bankowy, aukcja częstotliwości LTE jako źródła jednorazowego przychodu do budżetu państwa i podatek od sklepów wielko powierzchniowych. Rząd założył, iż prowadzący biznes myślą lewacko i nie obracają się w sferze rynkowego realizmu lecz gospodarki ideowej, czy mówiąc wprost – centralnie sterowanej. Problem naszego społeczeństwa tkwi w tym, że ludzie dostrzegają tylko to co jest namacalne i nie starają się spojrzeć na daną sprawę z szerszej perspektywy. I tak przyklaśnięto programowi 500+, choć jego zrealizowanie obciąży samych beneficjentów. Trudno bowiem uwierzyć, że sklepy czy banki same zapłacą podatki, nie podnosząc cen świadczonych usług, czy dostarczanych produktów.

Odnosząc się jeszcze do głównego założenia „Rodziny 500+” warto zwrócić uwagę, iż program ten nie może zmienić sytuacji demograficznej, ponieważ w polityce prorodzinnej chodzi o stwarzanie dobrych warunków do posiadania potomstwa. Niewielki zastrzyk finansowy skierowany do pojedynczych rodzin nie poprawi warunków na oddziałach położniczych, nie stworzy nowych, dobrze zarządzanych placówek edukacyjnych, ani nie zmieni podejścia pracodawców do osób posiadających dzieci.

Wszystko to sprawia, że PiS pod względem propagandowym wyprzedził nawet, słusznie minioną, epokę Edwarda Gierka, w której dobrobyt realizowany był za wszelką cenę – nawet za cenę wysokiego deficytu i konsekwencji z tym związanych. Każdy przyszły rząd będzie miał problem, aby wycofać się z tego programu… chyba, że czeka nas grecki scenariusz i zostanie nam odgórnie narzucone zaciskanie pasa.

Opublikowano Informacje | Skomentuj