Demokratura, czyli wybory samorządowe według PIS

Udostępnij na:

 

 

Partia Jarosława Kaczyńskiego przez dwa lata rządów „reformuje państwo”. Nie dziwi mnie to, że Prawo i Sprawiedliwość zmienia prawo w rożnych obszarach, jednak warto zwrócić uwagę nie tylko na zmiany w prawie, ale także na to jak są one przeprowadzane i co to zmienia w życiu zwykłych Polaków.

O ile reforma trybunału konstytucyjnego nie będzie miała realnego wpływu na przeciętnego Kowalskiego, o tyle sposób wyboru wójta, burmistrza czy prezydenta miasta powinien interesować każdego. Obecny kształt proponowanej ordynacji wyborczej wymusza poniekąd, podobnie jak to było w czasach PRL-u, zapisanie się do partii, gdyż w przeciwnym razie mogą wyniknąć z tego kłopoty. Nie chodzi tu oczywiście o ściganie, czy jakieś prześladowanie ze strony partii, choć znając zapędy różnych ministrów nie można tego w późniejszym czasie wykluczyć, ale o zwyczajne problemy dnia codziennego, typu: składałeś wniosek o dotacje na finansowanie drogi czy modernizację miasta? Wiedz, że w pierwszej kolejności będziemy rozpatrywać wnioski „naszych”. Oczywiście wprost Prawo i Sprawiedliwość powie, że robi to, by uniknąć fałszerstwa wyborczego. Tylko wydaje się, że w przypadku wyborów musimy mieć zaufanie publiczne, z czym w naszym kraju mamy od  lat wielki problem. I nie ma tu znaczenia, czy chodzi o rządy Platformy czy PiS-u. Można myśleć o całej tej sytuacji, porównując ją do operacji: jak będziesz szedł do chirurga z myślą, że może cię zabić to albo do niego nie pójdziesz, pogarszając tym swój stan zdrowia (a w omawianym przeze mnie przypadku – pogorszy się stan państwa, a wynikać to będzie z chaosu, powodowanego ciągłymi zmianami), albo zaufasz lekarzowi. Niestety długo pracowaliśmy na ten stan państwa, a w mojej subiektywnej ocenie chodzi o rok 2005.

Dodatkowo Platforma Obywatelska wprowadziło w 2010r. JOWY, ale zrobiła to na jednym poziomie samorządu, zamiast na wszystkich, a PiS teraz wykorzystuje po części argument, że tamte wybory zostały sfałszowane. Warto jednak przypomnieć, że dotychczas Jarosław Kaczyński, po każdych przegranych wyborach, wychodził na mównice i opowiadał o fałszerstwie wyborczym.

Boli to, że opowiada nam się, że wzorujemy się na krajach zachodu, ale daleko nam do nich. Tam problem głosowania przez osoby niepełnosprawne został rozwiązany poprzez głosowanie korespondencyjne. Tymczasem u nas ułatwienia dla osób niepełnosprawnych  używa się jako argumentu, skierowanego de facto przeciwko najsłabszym obywatelom, jednocześnie podając, że nasz kraj posiada jedną z najwyższych frekwencji wyborczych w Europie.

Można więc sprowadzić całe to zamieszanie do powiedzenia, że nieważne kto głosuje, tylko kto liczy głosy. Część obywateli jest w takim stanie ducha, że przestaje wierzyć, że obróci się to wszystko przeciw Prawu i Sprawiedliwości. Zamiast tego może to obniżyć frekwencję w nadchodzących wyborach samorządowych. Wszystko to zniechęci do obywateli do udziału w życiu publicznym. Nie wierzę, że zmniejszenie okręgów wyborczych ułatwi dostęp do lokali wyborczych. Myślę, że wszystko to może utrudnić podejmowanie ważnych dla danego samorządu decyzji. Wyobrażam sobie sytuację, w której żadne z ugrupowań nie będzie miało zdolności koalicyjnej, co już teraz w niektórych gminach ma miejsce, ale jak będzie – czas pokaże.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Informacje. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *